Sławomir Shuty

22.05.2008, godz. 18:00

O autorze

Sławomir Shuty sam siebie nazywa niekiedy Produktem Polskim: to określnie trafne podwójnie: z jednej bowiem strony Shuty jednocześnie eksploruje i eksploatuje polskość - nie sztandarową, ale makatkową - z drugiej zaś twórczość Shutego, jak produkt właśnie, składa się z wielu różnych składników.

Swoje pierwsze książki - „Nowy Wspaniały Smak” (1999), „Bełkot” (2001) i „Cukier w Normie” (2002) - Shuty wydawał w początkującej wówczas krakowskiej oficynie „Ha!art”. Premiery ogłaszane były miastu i światu przy pomocy plakatów, na których wąsaci kucharze zapraszali na pokaz Cyrku Shuty, posiadającego w programie m.in. żonglerkę kiełbasą i sushi po polsku. Uczestnicy spotkania częstowani byli jajkami w majonezie albo kiszonymi ogórkami, na scenie zaś odbywały się walki bokserskie, improwizowane skoki narciarskie, albo biczowanie parówkami.

Równocześnie Shuty zajmował się m.in. fotografią, kolażami (dołączany do „Ha!artu” artzin „Baton”) i hipertekstem (pierwsza polska powieść hipertekstowa „Blok” - 2002), a w międzyczasie ogłosił kandydowanie do parlamentu z ramienia Samoobrony (czego dowodem miała być fotograficzna sesja w biało-czerwonym krawacie, na której Shuty występował zresztą z mocno pokiereszowaną przez „chłopców z Huty” twarzą) i obwołał się pierwszym w Polsce Nielegalnym Proboszczem, który zgodnie z rynkowymi zasadami udziela sakramentów w sposób dostosowany do potrzeb klienteli: byle jak, byle gdzie i bez nauki katechizmu.

Wydana w 2004 roku nakładem W.A.B antykorporacyjna powieść „Zwał” przesądziła o nagrodzeniu Shutego Paszportem Polityki. W następnym roku ukazał się „Produkt Polski” (zbiór kolaży z artzina „Baton”) i reedycja „Cukru w normie”, a kilka tygodni temu - nowa powieść: „Ruchy”. W międzyczasie Shuty wyreżyserował najpierw jarmushowski film „W drodze”, a później „Lunę”, horror drogi, który wygrał Festiwal Kina Niezależnego TVP, a wkrótce odbędzie się premiera pełnometrażowej fabuły „Panoptykon”.

Pisarz, reżyser, fotograf, Nielegalny Proboszcz - Sławomir Shuty będzie gościem Gdyńskiego Festiwalu Literackiego „Słowo w Uchu” w czwartek, 22.05. Początek spotkania (wyjątkowo) o godzinie 18:00.

Galeria

Książki

w merlin.pl

Czytelnia

No... że nic, i właśnie o tym mówiłem. Za dużo seriali, za dużo tego, za dużo tamtego, jakiś niezdrowy przesyt, świerzb całkowity, parchowacizna ogólna i stąd się chyba ta z dupy asertywność bierze. Jeszcze brakuje, żeby sobie opowiadali, kto na co chory, ile idzie na lekarstwa i że nie tak to wszystko, nie tak!

– Panie, pan tak mówi, a pół zasiłku mi idzie na leki, panie, powiedz mi pan, a za co ja mam żyć?

– Panie, a co pan myślisz, że ja co? Panie, tak samo.

– No nie ma człowiek, choćby chciał, żeby mieć, to nie ma, no nie ma.

– No co zrobić, nie urodzisz.

– Słyszał pan? Znowu jakaś afera.

– A daj mi pan spokój, jak nie jedni, to drudzy, jak nie ci, to inni, byli wcześniej solidarnościowcy, i co? Nic, co zrobili? Nic, teraz ci rządzą i co? Nic, afera za aferą, a ty stój jak głupi buc w kolejkach, bo po to całe życie pracowałeś, żebyś teraz jak pies.

– Chleb i margaryna, taka jest prawda, a leki to co?

– No leki, leki.

– Chce pan wiedzieć, ile na leki żonie idzie? Jakby pan wiedział, toby się pan zdziwił.

– Panie, moja żona od doktora do doktora, od sanatorium do sanatorium i się to skończyć nie może, a wie pan, jakie ryby te doktory najbardziej lubią? Tłuste, a najbardziej grube sumy, panie, co ja, panie, panu zresztą będę, panie.

– Oj, panie, panie...

Właśnie o tym mówiłem, jakieś wewnętrzne gnicie, niestety! Za dużo poprawnych realdoniesień i faktów z pierwszej ręki. Za dużo zdegustowanej paszy. Za dużo zanieczyszczeń. Za dużo pestycydów, azotanów, nizoralu i kaprawej animacji. Za dużo syfu. No i bezrobocie, pamiętajmy, monstrualne.

Przychodzi moja kolejka. Wchodzę i patrzę, czy się ktoś nie rzuci z mordą jak na skundlonego psa, którego zawsze można kopnąć w tyłek. Ale nie. Udało się. Jestem w środku. Jest dobrze. Siadam. A pani już miesza w papierach.

– Nie podejmował pracy zarobkowej przez ostatni miesiąc, nie imał się zajęć sosodajnych? Żadna flota nie przypłynęła do kabzy? Mów pan prawdę, bo od razu strzelę w ryło. No to jak z tym było, jednak nie, co? To tu się podpisać.

– Ale proszę panią... ja nie mam długopisu...

– Jak to nie ma długopisu? A co myśli, że my tu mamy kopalnię długopisów? Nie ma długopisu, no patrzcie go, drobnego cwaniaczka, jeszcze mi powie, że nigdzie tu nie jest napisane, żeby długopis nosić, bezczelny typ, niedorobione fiucisko, robić mu się nie chce, zdrowy, kurwa, dziad, a mi tu mówi: nie mam długopisu, no przecież to jest nienormalne, to on sobie myśli, że my tu będziemy o wszystkim pamiętać? O długopisie, o tym, o tamtym, a co on sobie myśli, że my tu nie pracujemy, tylko siedzimy sobie? Nie ma długopisu, to skandal!

Czy mnie to wkurwia? No wkurwia. Czy ja chciałbym porozmawiać z suki przełożonym? Chciałbym. Ale tak naprawdę, to nie chciałbym. Byle do domu, zalogować się przed pornosem. Byle się wydostać z tych Chujnic. Już? Podpis złożony. Do zobaczenia na odprawie za miesiąc.

Zwał

Recenzje

Wśród młodych twórców groteskowych opowiadań, które mają bawić, Shuty bawi mnie najbardziej, a czasem nawet myślę, że jedynie.

Kinga Dunin, Res Publica Nowa

„Zwał” to ładunek wybuchowy dalece bardziej niebezpieczny niż „Wolna Trybuna” i „Wojna polsko-ruska razem” wzięte; to zdumiewający poemat prozą, wobec którego książka Masłowskiej jest czytanką dla młodzieży; to literacki eksperyment, który mógłby się stać kultową książką „dezerterów ze społeczeństwa konsumpcji”, to dzieło wywrotowe, maniakalne, zaraźliwe.

Wojciech Kuczok

Wszyscy, którym w polskiej młodej literaturze brakowało autora naprawdę wkurzonego na rzeczywistość, powinni natychmiast sięgnąć po „Zwał”. Sławomir Shuty nie uznaje żadnych świętości i bez pardonu rozprawia się ze społeczeństwem, dla którego konsumpcja stała się religią.

Bartosz Marzec, polityka.pl

To dzieło wulgarne i wywrotowe. Szalenie zjadliwe i skrajnie lewackie. Chropowate i nieprzyjemne w lekturze. Ale potrzebne. Dla otrzeźwienia.

Dariusz Nowacki, Gazeta Wyborcza

Spora porcja dobrej prozy nieprzyjemnej w lekturze.

Marek Zaleski, polityka.pl

„Luna”

Część Wtóra

„Luna” to drugi film wyreżyserowany przez Cyrk Shuty (bo tak określa się Shuty, kiedy reżyseruje); film łączący elementy kina drogi, kryminału, filmu obyczajowego i horroru.

Czterech młodych mężczyzn podróżuje zdezelowanym passatem gdzieś po drogach Polski południowej. Zatrzymują się we wsi, przed małym sklepem, kupują papierosy i piwo, później zaczepiają pewną blondynkę, a wreszcie - gubią drogę i nocują u niejakiego Mariana. Ten opowiada o tajemnicznym miejscu w okolicy i obiecuje zabrać ich tam rano...

Trwający 64 minuty film zdobył główną nagrodę Festiwalu Polskiego Kina Niezależnego Telewizji Polskiej.