Polska literatura zawsze miała szczęście do reportażystów. Wystarczy wspomnieć takie nazwiska, jak (uznawany za ojca polskiego reportażu) Melchior Wańkowicz, czy - trzymając się współczesności - Hanna Krall i Ryszard Kapuściński; a przecież lista polskich mistrzów tego gatunku jest znacznie dłuższa.
Gatunku, warto dodać, niejednorodnego, niedookreślonego, otwartego formalnie; funkcjonującego na pograniczu faktów, publicystyki i literatury pięknej. Gatunku, który od autora wymaga umiejętności szczególnych: reportażysta bowiem musi jednocześnie dostrzegać najdrobniejsze nawet szczegóły i ich umiejscowienie w ogólnym planie opowiadanej historii; a głęboką wiedzę o świecie i człowieku - z tym rodzajem ciekawości, który każe wytrwale zadawać pytania. Sobie, czytelnikom, światu.
Wśród najmłodszego pokolenia polskich reportażystów postacią wyjątkową jest bez wątpienia Wojciech Tochman. Już debiutancki, wydany w 2000 roku zbiór „Schodów się nie pali” znalazł się w finale literackiej nagrody NIKE, a sukces ten powtórzyły wydane dwa lata później reportaże z Bośni i Hercegowiny, zebrane pod tytułem „Jakbyś kamień jadła”. W roku 2005 ukazała się „Córeńka” - dwugatunkowa, łącząca beletrystykę i reportaż opowieść o poszukiwaniach Beaty Pawlak (dziennikarki, która 12 października 2002 roku zginęła w zamachu terrorystycznym na wyspie Bali). Ostatnią jak dotąd książką w dorobku Wojciecha Tochmana jest wydany w zeszłym roku znakomity zbiór, zatytułowany „Wściekły pies”.
Równolegle z pracą twórczą Tochman kieruje założoną przez siebie w roku 2000 Fundacją ITAKA, zajmującą się poszukiwaniami osób zaginionych, a w latach 1996-2002 prowadził poświęcony tej samej tematyce telewizyjny program „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.
Wojciech Tochman będzie gościem trzeciego spotkania Gdyńskiego Festiwalu Literackiego „Słowo w Uchu”. Zapraszamy w czwartek, 27.03, na godzinę 19:00 do Klubu Muzycznego „UCHO”.
Strona WWW autora: http://tochman.com.pl/
w merlin.pl | w wydawnictwie znak
Pierwsze ciała zamordowanych dziewczyn znaleziono dziesięć lat temu (1993). Było ich dwanaście. Leżały rozrzucone na Lote Bravo. Wiadomo (z układu kości, złamań kręgów i z tego, co dało się wyczytać z nie do końca rozłożonych tkanek), że ofiary były bite, gwałcone, wreszcie uduszone. Ludzie mówią, że od tego czasu Diabeł mieszka w Juarez, ale czy to prawda? Czy nie zamieszkał tu wcześniej? Kiedy dokładnie zaczęły się seryjne zaginięcia? Tego nie wiemy, policja udziela niekonkretnych informacji. Zresztą nikt tu policji nie wierzy.
Dekompozycja,
http://www.tochman.com.pl/miejsca.php?strona=2
Potrzebowali kolejnych czterdziestu pięciu minut, żeby zejść. Jan D. był na dwunastym piętrze, gdy z hukiem zatrzęsło budynkiem (zawaliła się wieża obok).
Wyszedł. Pył z sąsiedniej wieży ograniczał widoczność.
I pył z jego wieży, bo i ona zaraz poleciała w dół.
Jan D. pyta: czy ja powinienem być teraz szczęśliwy?
Teraz śnią mu się ci, którzy tam zostali.
Pytają: jak się masz?
Dziwią się: you're alive? przeżyłeś?
Ciągle widzi ich twarze: sprzątaczka Sonia, Hiszpanka. Całowała go zawsze przed świętami, Merry Christmas! Jugosłowianin, jak on miał na imię? Zwykle pracował na samym dole, ale tego ranka pojechał pomóc koledze na dziewięćdziesiątym szóstym. Taki uczynny. Jan D. oparł się gdzieś za rogiem, dostał tlen, wodę. Wciąż nie wiedział, w czym bierze udział: w trzęsieniu ziemi? w końcu świata? Chciał zadzwonić do żony, ktoś podał mu telefon. Nie był w stanie trafić palcem w odpowiedni klawisz.
Mówi: słyszę samolot i do rana nie śpię. Czasem całą noc słyszę, jak lecą. Zewsząd. Albo nic mnie nie obchodzi, leżę bez ruchu. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. Koledzy mówią: wyprowadź się na wieś. Ale ja nie chcę żadnej wsi. Z Jersey City miałem blisko do pracy, teraz pracy nie ma. Człowiek jest sam.W mocnym słońcu,
http://tochman.com.pl/reporter.php?id=3
Chciałoby się stąd uciec. Od kilku minut ziemia uderza o deski. Siedem łopat nad każdym z dwustu osiemdziesięciu dwóch grobów. Głuche dudnienie, zwielokrotnione, coraz bardziej donośne. Lament coraz trudniejszy do wytrzymania dla tych, którzy jeszcze się jakoś trzymają. Jedni podtrzymują drugich. Płaczą już i mężczyźni: ci, którzy mają więcej niż dwadzieścia lat, żyją nie wiadomo dlaczego. Pewnie wyemigrowali stąd jeszcze przed wojną i teraz dziękują za to Allahowi.
O nic nikogo nie pytamy.
Wrócili,
http://tochman.com.pl/miejsca.php?strona=1
Krystyna idzie ulicą: zwraca uwagę na ludzkie spojrzenia, gesty, kroki. Coś one muszą znaczyć, o coś tym ludziom chodzi, czegoś pewnie chcą. Jest już koło uniwersytetu, gdzie na pomnik Szermierza spadają samoloty: pięć ich spada, dwadzieścia, już sto pięć. Czarne, szybkie. Musi je pozabijać, bo niosą światu zło.
Nie ma już w niej ekscytującej lekkości, jest wielki ciężar, lęk w piersiach. Trzeba ratować ludzkość albo uciekać przed agentami bezpieki. Biegnie więc boso po śniegu, ma dwa jajka w kieszeni. Skąd te jajka i po co? Sama nie wie, sama się dziwi. Przystaje na skrzyżowaniu: samochody, które przemykają obok, wymagają pokierowania. Te mają jechać do dobrego, a tamte do złego świata.
Kieruje ruchem. Jest noc.
Boso po śniegu,
http://serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51186,999215.html?as=1&ias=2&startsz=x
Jest lato, sierpień. Maszynopis książki przychodzi pocztą. Zaczynam czytać, odkładam, nie chcę o tym myśleć, wolę zająć się swoimi rzeczami, ale wieczorem znowu wracam do maszynopisu. Wolałabym, żeby nie pisano takich książek. Ich recenzje trafią do kolorowych magazynów między reklamy kremów, środków do depilacji i ofert last minute, potem się o nich zapomni. Zostawiam maszynopis na tarasie, wiatr rozwiewa kartki i właściwie cieszę się, że poginą i nie będę już musiała tego czytać. Jednak czytam znowu. To ludzie - bohaterowie tej opowieści - nie pozwalają mi odejść.
Olga Tokarczuk, Gazeta Wyborcza
...obraz, jaki wyłania się z tej opowieści, jest być może straszniejszy niż ten, który zna się zwykle z klasycznych reportaży wojennych. Nikt tu już nie strzela, nic nie wybucha, a jednak poczucie i pamięć wojny są wszędzie. I to jest zapewne najważniejsza myśl wynikająca z książki Tochmana: wojna to nie tylko okopy i zabijanie, to także wspomnienie zabijania, upokorzeń, chora pamięć, pragnienie zemsty, nienawiść. Ta wojna trwa więc nadal - w chorych od bólu głowach. Reportaże Tochmana dobrze uchwyciły też straszną banalność zła. Nie było tam bogatego oręża i wielkich batalii. Byli sąsiedzi, którzy mordowali sąsiadów, chłopcy, którzy zabijali szkolne koleżanki.
Marek Radziwon, Gazeta Wyborcza
Pies rzeczywiście kąsa tak, że boli. Ale jednocześnie te ekstremalne, choć „z życia wzięte” historie, jakby stworzone dla potrzeb tabloidów, pod piórem Tochmana tracą swą plakatową jednowymiarowość. Zamieniają się w wielowarstwowe opowieści, w których jest socjologiczne zacięcie, psychologiczna przenikliwość, metafizyka i literacka maestria, polegająca na bezbłędnym wyczuciu szczegółu. To zarazem jedna z bardziej pesymistycznych książek, jakie ostatnio czytałem.
Autor, odtwarzając skomplikowane układy sił w rodzinach i małych społecznościach, dochodzi do niepokojącego wniosku, że źródeł zła nie da się do końca wyjaśnić za pomocą żadnego klucza społecznego czy ekonomicznego. Ten pesymizm Tochmana tylko z rzadka rozjaśniony jest okruchem nadziei.
Juliusz Kurkiewicz, Polityka
Wydana niedawno Księga zaginionych z gminy Prijedor zawiera ponad trzy tysiące nazwisk ułożonych według alfabetu. W większości – mężczyźni. Księga jest gruba i ciężka. Na jednej stronie formatu A4 mieści się tylko dziewięć zdjęć. Na stronie nr 88 patrzą z fotografii Edna i Edvin. Obok nazwiska jakiegoś Ismeta, jakiegoś Derwisza, Seada, Esefa i Fikreta. Oni nie mają fotografii. Ich bliscy z pewnością uciekali z domu w popłochu i nie zabrali zdjęć. Potem nie było już po co wracać. Dziś w Prijedorze jest Republika Serbska Bośni i Hercegowiny, w domach Muzułmanów mieszkają Serbowie.
Wydany w 2002 roku zbiór „Jakbyś kamień jadła” jest owocem podróży Wojciecha Tochmana na Bałkany, w miejsca, w których - jak pisała w recenzji Janina Ochojska - nie ma już wojny, ale wszędzie widać jej skutki. Nie ma zwycięzców, nie ma zwyciężonych, wszyscy jednako trwają w napięciu, z daleka od opuszczonych domów. Dzieci szukają rodziców, wnukowie - dziadków; a zaginieni odnajdują się często w jednym z dziesiątków masowych grobów.
Do pierwszego wydania zbioru dołączona była płyta z materiałem zdjęciowym. Ten właśnie materiał będzie podstawą dla opowieści o świecie po wojnie. Wojnie, której groźne pomruki nie ucichły do dziś.
Gdyński Festiwal Literacki „Słowo w Uchu” to inicjatywa kulturalna wpisująca się płynnie w kontekst tworzony przez Nagrodę Literacką Gdynia i Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną.
Gośćmi comiesięcznych spotkań będą autorzy młodego i średniego pokolenia - ci, którzy już teraz znani są z okładek wysokonakładowej prasy i ci, których twórczość dopiero trafia do szerokiej publiczności. Nieodmiennie jednak - autorzy ciekawi, ważni i wyraźni.
więcej
Piotr Czerski - ur. 1981. Poeta, prozaik, współzałożyciel zespołu Towary Zastępcze. Z wykształcenia informatyk, studiował również filozofię. Wieloletni współpracownik czasopisma Ha!art.
Tadeusz Dąbrowski - ur. 1979. Poeta, eseista, krytyk literacki, fotografik. Redaktor dwumiesięcznika literackiego Topos, doktorant filologii polskiej. Autor czterech książek poetyckich, redaktor antologii poezji współczesnej. Tłumaczony na siedem języków.Jeżeli jesteś zainteresowany Gdyńskim Festiwalem Literackim i chciałbyś otrzymywać informacje o kolejnych edycjach - zostaw nam swój adres e-mail:
W każdej chwili będziesz mógł zrezygnować z subskrypcji.
Kontakt z nami możliwy jest pod adresem info@slowowuchu.pl